NIESPODZIEWANY KONIEC KARIERY – SZWAGIER PODSTAWIA NOGĘ

 

         Byłem zastępcą dowódcy samodzielnej kompanii saperów 6 PDPD, najlepszego pododdziału w swojej kategorii, a nawet dowodziłem tą kompanią (krótko, ale zawartość super tajnego magazynu na wypadek wojny poznałem) i nie miałem zmartwień ani problemów. Raptem przyszedł rozkaz – mam zastąpić mojego szwagra na stanowisku kierownika klubu żołnierskiego w Dywizjonie Artylerii Mieszanej. Byłem tym całkowicie zaskoczony, ale rozkaz musiałem wykonać. Szybko prawda wyszła na jaw jak szydło z worka, że szwagier chcąc się wyrwać z jednostki do Sztabu Dywizji (gdzie miał lepsze możliwości awansu) okłamał przełożonych meldując „rozmawiałem z kpt Ciecińskim i on zgodził się objąć stanowisko kierownika klubu”. Także mnie oszukał, mówiąc że nic w klubie nie brakuje i mogę śmiało podpisać protokoł przekazania. Jednak okazało się po niedługim czasie, że klub był wielokrotnie okradany i po wykonaniu przeze mnie wewnętrznej inwentaryzacji spis braków (brakujących przedmiotów wyposażenia) był baardzo długi. Przed pójściem do więzienia i spłacaniem braków i szkód do końca życia uratował mnie cud, powiedzmy szczęśliwy uśmiech losu. Została rozwiązana jedna z jednostek naszego zgrupowania i koledzy z kompanii saperów zauważyli bezpańską, w pełni wyposażoną salę szkoleniową – jak nietrudno zgadnąć cały sprzęt był kradziony. Z pomocą saperów wszystko to zostało przeniesione do obszernych piwnic budynku klubu i drogą handlu wymiennego zamienione na brakujące mnie przedmioty. Rozliczyłem się na czysto, bez braków i szkód co się rzadko zdarzało. Jednak było już za późno. Żyjąc w olbrzymim stresie – przez rok niemal co noc miałem koszmarne sny jak idę do więzienia za straty i szkody w majątku wojska, organy ścigania łapały złodziei ze sprzętem skradzionym w klubie a ja na przesłuchaniach przecież nie mogłem wkopać szwagra i jego przewodniczącego komisji inwentaryzacyjnej – popełniłem niewybaczalny błąd. Którejś nocy, gdy pełniłem służbę oficera dyżurnego jednostki, mój szef w stanie wskazującym przyszedł do jednostki i zaczął rządzić. Ja go wtedy ustawiłem „do pionu” i powiedziałem „Teraz ja tu dowodzę, a Pan pułkownik po pijanemu może sobie krzyczeć na własną żonę. Jak się pan zaraz nie wyniesie, to powiadomię przełożonych” . Oczywiście śmiertelnie się na mnie obraził, wystawił mi jak najgorszą opinię a gdy odchodziłem z wojska, złośliwa pijaczyna wraz z kumplami od kieliszka załatwili mnie na dobre, wpisując w papiery najniższe stanowisko, jakie tylko było możliwe, co spowodowało bardzo niski wymiar mojej emerytury.

Wr?? do Strony G??wnej

Moja strona - dorobek autorski © 2002 Jan P. Ciecinski